Zostań wiślakiem

Historia sekcji bokserskiej

Dzieje sekcji bokserskiej w TS Wisła (1933-2006)

Odwaga. To cecha, która musi charakteryzować wszystkich sportowców. Wszelako w odniesieniu do tych, którzy uprawiają sporty walki, a boks w szczególności, nabiera ona kardynalnego znaczenia. O ile bowiem w innych dyscyplinach sportu "śmiałości"; w stosunku do przeciwnika można nabrać w trakcie trwania zawodów, o tyle w boksie może nie być na to czasu. Ileż to bowiem razy dla pięściarza, który wychodził do ringu przestraszony, runda pierwsza była zarazem ostatnią.

O tym, że bojaźń była i jest dla bokserów Wisły uczuciem obcym, świadczy ich ponad siedemdziesięcioletnia historia. Sekcja powstała w styczniu 1933 roku, a już 25 marca tegoż roku wiślacy wystartowali w mistrzostwach Krakowa. Udało im się w tych zawodach wygrać trzy pojedynki eliminacyjne, jednak żadnego tytułu mistrzowskiego nie wywalczyli. Już jednak rok później dwa mistrzowskie pasy stały się ich własnością.

Po zakończeniu II Wojny Światowej, bokserzy Wisły błyskawicznie reaktywowali swoją działalność. Już w roku 1946 okazali się najlepsi w Krakowie, a na mistrzowskim tronie utrzymywali się nieprzerwanie do roku 1950.

Rok 1953 był szczególny nie tylko dla polskiego, ale także dla wiślackiego boksu. Przede wszystkim, wiślacy - wzmocnieni m.in. byłym mistrzem Polski Gerardem Musiałem - awansowali do pierwszej ligi w rozgrywkach drużynowych. Po wtóre, zebrali bardzo bogaty plon w indywidualnych mistrzostwach naszego kraju (składały się na niego: srebrny medal Kazimierza Biela oraz brązowe Leszka Kudłacika, Franciszka Krausa i Włodzimierza Biela). I wreszcie po trzecie, przybyły - rok wcześniej - na studia prawnicze pewien młodzian z Przemyśla, coraz lepiej radził sobie w konfrontacji z bardziej doświadczonymi bokserami. Tym młodym człowiekiem był Teofil Kowalski, późniejsza legenda wiślackiego boksu.

Po awansie do pierwszej ligi bokserzy Wisły z iście ułańską fantazją zaatakowali najwyższe pozycje w kraju. W rozgrywkach ligowych zdobyli srebrny medal, zaś indywidualnie Leszek Kudłacik wywalczył - po raz pierwszy w historii Białej Gwiazdy - pas mistrza Polski. Pod okiem Józefa Romanowa, którego pseudonim "Tatko" mówi właściwie wszystko o jego podejściu do podopiecznych, w roku 1955 wiślacy ponownie byli drugą drużyną w kraju. W konkurencji indywidualnej Leszek Kudłacik obronił tytuł mistrza Polski, zaś Teofil "Filo"; Kowalski wywalczył swój pierwszy, brązowy medal. I gdy wydawało się, że Biała Gwiazda na dłużej zalśni nad polskimi ringami, przyszedł niespodziewany kryzys. Klub opuścili bracia Bielowie oraz Leszek Kudłacik, a straty te okazały się na tyle istotne, że w roku 1956 Wisła, wicemistrz Polski z roku 1955, opuściła szeregi bokserskiej ekstraklasy. Jak się miało później okazać, kryzys ten miał bardzo poważne konsekwencje. Pięściarzom Białej Gwiazdy nigdy więcej nie udało się bowiem powtórzyć drużynowych sukcesów z połowy lat 50-tych.

Na szczęście w dalszym ciągu w składzie Wisły znajdowały się jednostki wybitne. Teofil Kowalski, po wywalczeniu w roku 1957 brązowego medalu na Festiwalu Młodzieży w Moskwie, w roli faworyta przystępował do mistrzostw Polski w roku 1958. Przewidywania fachowców sprawdziły się i "Filo"; - po pokonaniu w walce finałowej późniejszego mistrza olimpijskiego z Monachium Jana Szczepańskiego - zdobył mistrzowski pas w kategorii koguciej.

Trzy lata później wydawało się, że półfinał mistrzostw kraju, to będzie wszystko na co stać Kowalskiego. W tej fazie bowiem na jego drodze stanął brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w Rzymie Brunon Bendig. W pierwszej rundzie "Filo"; walczył jakby z "ukrycia";, czyhając na okazję do kontry. Rywal zaś - bardzo pewny siebie - ruszył od razu do przodu. Piękny kontratak Kowalskiego wyprowadził Bendiga do tego stopnia z równowagi, że nie odzyskał jej już do końca walki i "Filo"; bezdyskusyjnie pojedynek ten wygrał! W finale nie dał szans Dzienisowi i po raz drugi został mistrzem Polski! I to w jakim towarzystwie!? Krajowymi czempionami A.D. 1961 byli bowiem m.in. Olech, Kulej, Drogosz, Walasek, Pietrzykowski.

Piękna kariera Teofila Kowalskiego (stoczył 412 walk, spośród polskich bokserów więcej miał jedynie Grzegorz Walasek) byłaby z pewnością pełniejsza, gdyby nieco częściej dostawał szansę w reprezentacji kraju. Co, prawda przez wiele lat był członkiem kadry narodowej, jednak nigdy nie wystartował w imprezie rangi mistrzostw Europy, czy Igrzysk Olimpijskich. Siedmiokrotnie reprezentował biało-czerwone barwy w meczach międzypaństwowych, odnosząc w nich pięć zwycięstw. Najważniejsze z nich stało się jego udziałem w roku 1961 w meczu ze Szkocją. Było ono tak istotne dlatego, że zawody te odbywały się w hali przy ulicy Reymonta w Krakowie, a świadkami tego wydarzenia było - uwaga! - 4,5 tysiąca widzów!

Innym znanym bokserem tamtego okresu był Ludwik Ochman. W roku 1959 wywalczył mistrzostwo Polski w wadze półśredniej.

Miała więc Wisła w swoim składzie naprawdę klasowych bokserów, a najbardziej znamienitym z nich był Zbigniew Pietrzykowski. Co prawda, w barwach Białej Gwiazdy nie występował nigdy jako zawodnik, ale za to przez siedem lat był trenerem. Zadaniem, jakie miał wykonać przychodząc do klubu w roku 1975, było wprowadzenie drużyny Wisły do ekstraklasy. I choć w roku 1982 cel ten był bardzo blisko (przegrany baraż z Gwardią Wrocław 7:13), to jednak nawet takiemu mistrzowi sztuka ta nie powiodła się. A że wielkim bokserem był... Absolutny rekordzista w ilości tytułów indywidualnego mistrza Polski, których ma w swoim dorobku jedenaście; czterokrotny mistrz Europy; zdobywca trzech medali olimpijskich (srebrny i dwa brązowe); na 136 walk ligowych wygrał - uwaga - 136! I chyba

właśnie bezdyskusyjnej hegemonii na ringach krajowych "zawdzięcza";, iż nie został mistrzem olimpijskim. Głównym bowiem skutkiem braku konkurencji w Polsce (rzadko który z rywali krajowych potrafił wytrwać z nim dłużej niż dwie rundy) było to, że na turniejach olimpijskich wykazywał Pietrzykowski - szczególnie w finałowych fazach - niedostatki kondycyjne. I gdyby nie one, to być może, po bezapelacyjnym wygraniu pierwszej rundy i niezwykle wyrównanej rundzie drugiej, nie straciłby swojej przewagi w trzecim starciu i stałby się pierwszym pogromcą niejakiego Cassiusa Claya vel Muhammad Ali, z którym stoczył porywającą walkę w finale wagi półciężkiej Igrzysk Olimpijskich w Rzymie w roku 1960.
Innym wielkim bokserem, który miał okazję szkolić pięściarzy Białej Gwiazdy, był Stanisław Dragan. Podobnie jak jego poprzednik, nie odniósł jakichś oszałamiających sukcesów trenerskich, choć przywrócenie klubowi statusu drugoligowca w roku 1988 na pewno jakimś osiągnięciem było. Największym zaś sukcesem Stanisława Dragana w karierze zawodniczej był brązowy medal Igrzysk Olimpijskich w Meksyku w roku 1968, na których to godnie zastąpił Zbigniewa Pietrzykowskiego. Wydaje się, że gdyby nie fakt, iż obydwaj ci pięściarze startowali w tych samych czasach, lista międzynarodowych sukcesów Stanisława Dragana byłaby znacznie dłuższa. Po odejściu Pietrzykowskiego był bowiem na krajowych ringach niekwestionowanym królem wagi półciężkiej, zdobywając sześć tytułów mistrza Polski.

Pomiędzy "kadencjami"; Zbigniewa Pietrzykowskiego (1975-1982) i Stanisława Dragana (1987-1989) funkcję pierwszego trenera pełnił Teofil Kowalski. I chociaż w trakcie kariery sportowej nieco ustępował sukcesami wyżej wymienionym mistrzom, to jako trener osiągnął znacznie więcej.

W roku 1983 Edward Maj zdobył tytuł wicemistrza Polski w wadze półśredniej. Niejako w nagrodę wystartował w mistrzostwach Europy w Warnie, gdzie -jak sam mówił - zżarła go debiutancka trema (przegrał pierwszą walkę). Jego możliwości były naprawdę wielkie, o czym świadczy choćby wypowiedź Jerzego Kuleja. Mówił on, że lewy Edka Maja można porównać do ciosu Mariana Kasprzyka.

Rok 1985 przyniósł Wiśle - po dwudziestu czterech latach przerwy - tytuł indywidualnego mistrza Polski. Wywalczył go Dariusz Czernij w wadze lekkopółśredniej. Cztery lata później, zawodnik ten - nie będąc już pięściarzem Białej Gwiazdy - osiągnął swój życiowy sukces, zdobywając srebrny medal mistrzostw Europy.
W roku 1986 Dariusza Czernija godnie zastąpił Tomasz Winiarski (aktualnie trener wiślackiej młodzieży). W tej samej kategorii wagowej co jego poprzednik wywalczył wicemistrzostwo Polski.

W roku 1990 w klubie zredukowano prawie do zera stan liczebny grupy seniorów. Jedynym zawodnikiem w tej grupie wiekowej pozostał do roku 1994 Krzysztof Rojek, który w okresie tym, w meczach ligowych - na zasadzie wypożyczenia - walczył w barwach innych klubów z południowej Polski. Ten niezwykle bojowy zawodnik miał być "czarnym koniem"; naszej reprezentacji na Igrzyskach w Barcelonie w roku 1992. Miał być... W pierwszej fazie turnieju olimpijskiego wylosował jednak Felixa Savona. Zdołał z nim przetrwać pierwszą rundę, lecz w drugiej poległ przez RSC. Rok później w pewnym stopniu powetował sobie to niepowodzenie, zdobywając swój jedyny, a równocześnie ostatni jak dotychczas dla Wisły, tytuł mistrza Polski.

Nie do końca wiadomo, dlaczego boks amatorski na świecie przeżywa od wielu lat kryzys. Patrząc bowiem na poziom niektórych imprez, szumnie nazywanych galami bokserskimi, można mieć zasadnicze wątpliwości co do wyższości boksu profesjonalnego nad jego olimpijską odmianą. Dlatego też w Wiśle w dalszym ciągu szkoli się potencjalnych olimpijczyków. Efekty tej pracy zaczynają być coraz bardziej widoczne. W dorocznym turnieju "O Złotą Rękawicę Wisły";, zawodnicy Białej Gwiazdy wywalczyli w roku 2005 miano najlepszej drużyny krajowej, a zwycięstwa w swych kategoriach wagowych odnieśli: wśród juniorów - Adrian Ozymko, zaś pośród młodzieżowców - Paweł Norek i Andrzej Wawrzyk. Ten ostatni udowodnił, że nazywanie krakowskiego turnieju mianem małych mistrzostw Europy, nie jest na wyrost. Oto bowiem podczas rozegranych w czerwcu 2006 roku młodzieżowych mistrzostw Unii Europejskiej w Rzymie zdobył w sposób bezdyskusyjny pas mistrzowski!

W roku 2002 została utworzona tzw. "Grupa Bokserska VIP";. Dzięki wydatnej pomocy skupionych w niej ludzi biznesu, sekcja bokserska TS Wisła jest obecnie jednym z najlepiej wyposażonych i prowadzonych ośrodków szkolenia bokserskiego w Polsce południowej. Naczelne hasło wiślackich pięściarzy brzmi: "Boks kontra pijaństwo i narkomania";. Comiesięczne "Soboty Bokserskie"; są miejscem regularnych konsultacji trenerów i zawodników z klubów Małopolski, Śląska i Podkarpacia. Dzięki takim działaniom istnieje cały czas szansa, aby polski boks na powrót stał się liderem w trudnej sztuce szermierki na pięści; i aby czołowymi jego szermierzami byli bokserzy z białymi gwiazdami na rękawicach.

 



(Tekst pochodzi z oficjalnej strony TS Wisła - tswisla.pl)